żarówka - ikona

Pisanie nie jest zawodem. Do pisania niezbędna jest osobowość i wyższy stopień ducha. Według mnie śmieszne jest uznawanie pisania za funkcję społeczną, która ma być wynagrodzona. Piszę to, co chcę. Piszę dla własnej przyjemności. Piszę na własne ryzyko. A jeśli ktoś kupuje moje książki, tym lepiej.
Agnieszka Kosińska, Pisarz i pieniądze

Kategoria narodowości w zetknięciu z muzyką Chopina przestaje mieć znaczenie. Słuchając największych, nie szukam niemierzalnego i właściwie nieistniejącego „chopinowskiego stylu”, ale indywidualności i wrażliwości.
Mateusz Borkowski, Chopin ma sens!

Zapewne zaczną postawać powieści w stylu Herberta George’a Wellsa. O wojnie światów, o nowych ludziach? Ludzie jak bogowie? Ale powstanie też dużo pamiętników i dzienników z okresu pandemii. Ich poziom artystyczny będzie różny. Temat jest słuszny, ale oby nie zatopił nas pandemiczny socrealizm.
Oby nie zatopił nas pandemiczny socrealizm (z prof. Martą Wyką rozmawiała Elżbieta Wojnarowska)

– Córka pojechała na zwiedzanie do Portugalii do Fatimy. I jak tylko wróciła, to zniknęły jej wszystkie kurzajki. Mało tego, zarzekała się, że już nie chce mieć dzieci. I co, w ciąży jest! A teraz najlepsze. Jak kupowała medaliki pod sanktuarium, to przez pomyłkę sprzedawca dał jej sześć, zamiast pięciu. Dla tego maleństwa nienarodzonego! A przecież nie mógł nic wiedzieć. No i to jest dowód!
– Na co? – dociekała Nina.

– Na to, że koronawirus nie istnieje, ale Bóg tak!
Iga Dzieciuchowicz: Dziennik pandemiczny: Jak zostaliśmy płaskoziemcami

Rozbudowa biurowców, sklepów, apartamentowców zmiotła z mapy kulturalnej stolicy (a i innych polskich miast) wiele ważnych dla polskiej kultury miejsc – w tym kin. Owszem, sale można zbudować na nowo. Ale ich duszy odtworzyć się nie da.
Magda Miśka-Jackowska, O Atlanticu na dziewięćdziesiąte, oby nie ostanie, urodziny

Nie powstała w Polsce powieść kampusowa, uniwersytecka (bo i kampusów nie było…) tak wspaniała jak pod piórem Davida Lodge’a i innych Anglosasów. A to przecież wyjątkowo zabawne środowisko, kipiące konfliktami, marzeniami, zawiściami.
Oby nie zatopił nas pandemiczny socrealizm (z prof. Martą Wyką rozmawiała Elżbieta Wojnarowska)

Członkowie plemiennego związku Wiślan ochrzczeni zostali prawie o sto lat wcześniej niż pozostali mieszkańcy ziem rozpiętych między Tatrami i Bałtykiem. I to my, mieszkańcy okolic Wawelu, jesteśmy starszymi chrześcijanami, to nasz staż w kontaktach z niebiosami jest dłuższy.
Mieczysław Czuma, Jestem z lepszego sortu

11 września 1920 „IKC” relacjonował osobliwy pochód: w drodze z dworca, przez Rynek Główny i Grodzką przemaszerowało około 3 tysięcy Żydów zwolnionych z obozu internowanych w Jabłonnie. Poufnym powodem internowania była nieufność do żołnierzy-Żydów (utrwalony stereotyp „żydokomuny”) w obliczu ofensywy wojsk sowieckich. Wypuszczono ich po interwencjach posłów i wicepremiera Daszyńskiego, a władze wojskowe wcieliły ich z powrotem do wojska w różnych okręgach.
Krzysztof Jakubowski, Kalendarium krakowskie, wrzesień i październik 1920 roku

Muzyka ekscytuje mnie jako wehikuł dla tekstu. Tekst (wiersz) był zawsze pierwszy.
Podwójne życie Grzegorza Turnaua (z Grzegorzem Turnauem rozmawiała Ewa Lipska)

W Krakowie murale powstają na użytek lokalnych projektów, bez odgórnego programu – co można uznać za ich zaletę, bo dzięki temu rośnie ich różnorodność.
Katarzyna Domagała, Artystyczny wirus. Szlakiem krakowskiej sztuki miejskiej

Wierszy poetów, zwłaszcza tych wielkich, nie ma sensu objaśniać czy, co gorsza, streszczać. Wiersze poetów, tych wielkich, warto wciąż jednak czytać na nowo, cytować, przypominać.
Krzysztof Burnetko, Wciąż czytana Ewa Lipska

Dziś potrzebujemy bezpieczeństwa, załatania dziur w budżecie i odświeżenia wizerunku miasta jako miejsca atrakcyjnego dla gości. To nie wyklucza niekonwencjonalnych rozwiązań, na przykład w dziedzinie kultury. I wymusza kreślenie odważnych wizji pocovidowych.
Witold Bereś, Miasta. COVID. Kultura

„Dyrekcja policji przypomina mieszkańcom miasta Krakowa i właścicielom pensjonatów, hoteli, zajazdów i domów noclegowych, że ze względu na choroby epidemiczne obowiązani są do najściślejszego przestrzegania przepisów meldunkowych, a ponadto są zobowiązani o każdym przyjeździe obcych donosić natychmiast do Urzędu Zdrowia w magistracie. Nieprzestrzegający tego zarządzenia pociągnięci zostaną do surowej odpowiedzialności w drodze administracyjnej, a w razie rozwleczenia choroby, karani sądownie” – informował „Głos Narodu” 6 września 1920 roku.
Krzysztof Jakubowski, Kalendarium krakowskie, wrzesień i październik 1920 roku

Z eksperymentami w sztuce i literaturze jest jak z nazwami ulic: czasem za szybko czcimy świeżych nieboszczyków tablicami z ich nazwiskiem. A potem nadchodzą inne czasy i zdejmuje się stare tabliczki. Przetrwają nieliczni.
Oby nie zatopił nas pandemiczny socrealizm (z prof. Martą Wyką rozmawiała Elżbieta Wojnarowska)

Muzyka to mozół. Słuchającemu – każe nadążać. Uczącemu się – każe nadążać. Grającemu – każe jeszcze bardziej nadążać. Zmusza, szantażuje. Jak już się naprawdę poważnie ją traktuje, zabiera wszystko. Emocje wywoływane muzyką mogą człowieka kompletnie zdewastować.
Podwójne życie Grzegorza Turnaua (z Grzegorzem Turnauem rozmawiała Ewa Lipska)

Ostatnio w mieście przybyło szablonów i wlepek o tematyce pandemicznej. Są wśród nich tajemnicze postacie w maskach gazowych, skaterzy w chustach, pielęgniarki w maseczkach chirurgicznych, no i – obowiązkowo – hasła: „Stay at home”, „Damy radę”, „Jeszcze wrócą piękne dni”.
Katarzyna Domagała, Artystyczny wirus. Szlakiem krakowskiej sztuki miejskiej

Osoby niesłyszące i posługujące się językiem migowym wyrażają emocje w sposób o wiele bardziej ekspresyjny. Mają w sobie niespotykaną uważność na mimikę twarzy, gestykulację i mowę ciała innych osób. To wszystko przekłada się na nową gamę środków teatralnych, które można stosować na scenie. Osoby z wadami słuchu tworzą nowy język dla teatru.
Wszystkie drogi prowadzą do ciszy (Z Dominiką Feiglewicz rozmawiał Dominik Jedliński)

… dla młodych ludzi słowo „muzeum” miewa wydźwięk zdecydowanie pejoratywny. Myśląc o przyszłości takich instytucji jak nasza musimy uczyć się komunikować z tą grupą publiczności. Dlatego między innymi coraz zuchwalej korzystamy ze skrótu MuFo od Muzeum Fotografii. Od lat łamiemy, podobnie jak wiele polskich placówek muzealnych, konwencje, które zapewne pracowały na negatywny odbiór muzeów.
MuFo łamie konwencje (z Markiem Świcą rozmawiała Ewa Kozakiewiczowa)

O pisaniu prozy fabularnej myśli większość polonistów. Wyjąwszy tych, którzy wolą w tajemnicy pisać wiersze.
Oby nie zatopił nas pandemiczny socrealizm (z prof. Martą Wyką rozmawiała Elżbieta Wojnarowska)

Rywalizacja konkursowa, punkty, statystyki oddalają nas często od tego, co najważniejsze, czyli od muzyki. A sednem konkursu powinno być jak najlepsze przygotowanie repertuaru i zaprezentowanie go na możliwie najlepszym poziomie, żeby poruszyć jurorów i publiczność. Marzyłyby mi się konkursy zbliżone do atmosfery festiwalu, a nie do zawodów sportowych.
Artystyczna codzienność (z Szymon Nehringiem rozmawiała Anna Woźniakowska)

Kiedy kobieta spotyka mężczyznę, tego mężczyznę, najczęściej poprawia włosy, niedbale wypuszczony kosmyk zakłada za lewe ucho, albo wypuszcza niedbale kosmyk z nisko upiętego koka – to zależy już od charakteru.
Kinga Strzelecka, Kiedy kobieta spotyka mężczyznę

Szkoły są lepsze i gorsze. Nie ma takiej, która wyprodukuje geniusza z drewna, nie ma też szkoły, która odbierze komuś talent. Może najwyżej zniechęci.
Podwójne życie Grzegorza Turnaua (z Grzegorzem Turnauem rozmawiała Ewa Lipska)

Muralowy wirus zadomowił się w Krakowie na dobre i nic nie wskazuje na to, aby miał słabnąć. Jednak – w przeciwieństwie do innych wirusów – na tym miasto i mieszkańcy zyskują.
Katarzyna Domagała, Artystyczny wirus. Szlakiem krakowskiej sztuki miejskiej

„Siedem miliardów uśmiechów, a twój jest moim ulubionym”. Czyż to nie uroczy komplement na początek znajomości? Może być to również odpowiedź na pytanie: jakie miejsce wybrałaś/wybrałeś na nasze spotkanie? To to działająca od niemal dwóch lat kawiarnia zlokalizowana na skrzyżowaniu ulic Józefa i Krakowskiej, w sercu żydowskiego niegdyś Kazimierza.
Marta Gruszecka, Siedem miliardów uśmiechów

Spacerując Plantami pomiędzy ulicami Mikołajską i Sienną, zwróćmy uwagę na malowniczą topografię miejsca, zwanego od stuleci Gródkiem. To tam urządzona była średniowieczna obronna siedziba wójtowska, zburzona po brzemiennym w skutkach buncie wójta Alberta za panowania Władysława Łokietka. Gródek włączono wówczas w obręb miasta i jego fortyfikacji, tworząc równocześnie tak zwany gród Łokietkowy.
Krzysztof Jakubowski, Gródek, dominikanki i pompa benzynowa