Okiem Beresia

Witold Bereś
Witold Bereś

Miasto nieodkryte. Kraków

W dniach, gdy Rynek był pusty, jakby wymarły, jakby z epoki postapokaliptycznej, budząc uczucia lekko niepokojące, by nie rzec – duszne, wtedy właśnie zachwycił mnie urokiem przestrzeni. Idąc zwolna opustoszałymi uliczkami (O.K., w maseczce), dostrzegałem piękno nieodkrytego. Ten nowy czas – paradoksalnie – pozwolił, by Kraków nas oszołomił tak, jak bujna wiosna zachwyca po szarej zimie.

Sukces Krakowa (i wszystkich większych miast w Polsce) jest widoczny gołym okiem. Tu jest nie tylko zamożność i spokój, ale przede wszystkim – perspektywy. Rozwoju ducha, przedsiębiorczości, kultury. To miejsca, w których trudniej pozyskać ciemnych, rzekomo skrzywdzonych wyborców wszelakich populistów. Może dlatego Miasto w oczach niektórych zamienia się we wrogi obóz: robią więc wszystko, aby miasta w oczach publiki zamienić w Demona.

I wyskakują ni stąd, ni zowąd w telewizji rządowej krasnoludki sprzyjające władzy i stawiają tezy wspierające marzenia populistów: oto rzekomo miasta nie przygotowały się do pandemii, w wyniku błędów znalazły się na skraju ekonomicznej przepaści, zadłużyły, że ho-ho, i teraz skamlą do rządu o pomoc.

Niektórzy podłapują te tezy i widzą tylko kłopoty miast.

Jasne – z pandemią wszyscy mają pod górkę. Miasta też. Z jednej strony, spadek dochodów (z podatków, opłat, czynszów, z biletów). Z drugiej – większe wydatki (koszty walki z zagrożeniem zdrowia, ale też wsparcie przedsiębiorców). Nic więc dziwnego, w normalnym systemie politycznym rząd starałby się miasta wspierać, iść im na rękę, a „poluzowanie rygorów finansowych” przez władze nie byłoby żadną łaską, tylko patriotyczną powinnością. Ale w normalnym systemie politycznym władze nie żyłyby obsesyjnie zarżnięciem miast z powodów ideologicznych.

Nie musimy się tej narracji poddawać. Nie musimy nakręcać histerii, bo to stan, który się roznosi jak pandemia. Tym bardziej, że miasta są silne i stabilne, i oby wszyscy mieli tak wysokie oceny agencji ratingowych jak choćby Kraków.

Chyba, że komuś zależy na tym, żeby po sędziach, lekarzach, nauczycielach, na listę wrogów publicznych wpisać również samorządowców?

* * *

Kraków nieodkryty? Na pewno. Tak jak i wiele innych naszych miast. Zróbmy wszystko, aby w dobie zamkniętych granic, w wakacje poczuć nasze miasta inaczej. Żeby się nimi zachwycić. Wsłuchać w nie. Pełniej je odkryć.

W Krakowie może to będzie wycieczka do Tyńca? A może spacer ulicą Szeroką na Kazimierzu? Przeżycie lęku w krypcie z mumiami u oo. Reformatów?

Pocałujmy więc ukochaną osobę pod najpiękniejszym drzewem miasta. Zjedzmy lody z córką w historycznej kawiarni. Raz jeszcze odwiedźmy muzeum z wnukiem.

To jest nasz obywatelski trybut we wsparcie miast. Dlatego miesięcznik chętnie włącza się w akcje społeczne „Bądź turystą w swoim mieście” oraz #zwiedzajKrakow w ramach kampanii „Kraków nieodkryty”. Tu chodzi o sprawę prostą: wspieranie szeroko pojętej turystyki. Żeby mieszkańcy i turyści odważyli się korzystać z oferty miejskich knajpek, firm, muzeów. Aby później zostawali naszymi ambasadorami – bo to dzięki nim Kraków cieszy się opinią miasta otwartego. Na www.krakow.travel wyczytacie mnóstwo szczegółów: są i rabaty, i ulgi, i zachęty.

Wiemy, że będą się do tych działań przyłączały miasta kolejne. A my jako redakcja od siebie dodajemy jeszcze jedną akcję: „Nie pytaj, co daje Ci kultura. Zapytaj, co Ty możesz dla kultury zrobić. »KRAKÓW « wspiera kulturę”.

W jej ramach będziemy nieodpłatnie promować cenne inicjatywy i wydawnictwa kulturalne. I namawiamy: róbcie sobie selfie w jednym z miejsc opisywanych przez nas w cyklu „Kraków. Nieodkryty”, umieszczajcie na swoim portalu społecznościowym i wysyłajcie linki do nas, do redakcji. W nagrodę – jedna z książek autorów związanych z naszym pismem!

* * *

Wydawać by się mogło, że pandemia to dla rozwoju miast przeszkoda nie do pokonania. Że tu nastąpi załamanie.

A jednak – nie. Miasta nadal są nadzieją Polski.