Wspomnienie o Jerzym Pilchu

Kinga Strzelecka-Pilch

Nie chcieliśmy lepiej

Zdjęcie: Jacek Poremba

Kiedy wróciliśmy z pewnego wieczoru promocyjnego do domu, w Trzecim Dzienniku powstał taki oto wpis: „Najpierw w ciszy zupełnej wnoszą w lektyce Wdowę Po Poecie. Poeta umarł lata temu, ale wdowa dalej w wytwornej żałobie; wiadomo, żałoby w Polsce trwają długo, niektórzy mówią: żałoby w Polsce trwają wyłącznie. (…) Linoskoczki, a raczej znawcy biografii poety, wesołym krokiem linoskoczków ku podium zmierzają i Wdowie grzecznie się skłoniwszy, sztuki zaczynają pokazywać. Najprzód pierwszy drugiego pod niebiosa wychwala za biografię poety, którą ten, nie stroniąc od epizodów i chwil trudnych, napisał i ogłosił – dziękuje. Potem drugi pierwszemu za wychwalanie jego niestroniącego od epizodów i chwil trudnych dzieła – dziękuje. Potem pierwszy dalej chwali, drugi dalej dziękuje, potem znowuż to samo. Potem pierwszy rękę w górę podnosi i krzyczy: »Ta ręka się z nim witała!«. A drugi: »A ta go macała!«. I swoją prawicę ukazuje. A ze mną doktorzy, co dowodnie twierdzili, że żółty papier się należy, gadali! A ja się ksiąg naczytałem i nigdy tak piękniej! Było biografistów wielu, ale żaden tak udanie nie zmierzał do celu; żaden nieboszczykowi tak czule zębów nie policzył; Wdowie nie wygarnął, że ciężko pierniczy…”.

Mogłabym napisać, że tęsknię. Że kiedy kogoś wspominamy, to najczęściej siebie. Że moje koleżanki rodzą dzieci i biorą śluby, a ja mam już miejsce na cmentarzu. Mogłabym napisać, że jest mi ciężko, że to niesprawiedliwe, że za wcześnie, że niespodziewanie, że tyle bólu i cierpienia. Że byłeś dzielny, nie narzekałeś, pracowałeś codziennie przy swoim ogromnym biurku i to dobre było i dawało siłę. Mogłabym napisać, że mieliśmy tylko siebie, że twoje tak było moim tak. Nie oczekiwaliśmy cudów, tylko spokojnego wieczora przed telewizorem, leniwego pogadywania, leniwych spojrzeń. Nic nie musiało się dziać. Mogłabym napisać, że nie wyobrażam sobie jutra. Że pierwsza książka naszego wydawnictwa prawie gotowa, na horyzoncie widziałeś kolejne. Że mieliśmy jechać na wycieczkę do Warszawy, kiedy będzie bezpiecznie. Że chciałeś i mogłeś. Że chodziłeś od dwóch miesięcy, a wózek stał się tylko wygodnym krzesłem. Że w zasadzie go olałeś, wziąłeś na klatę i po prostu z niego wstałeś. Że Twoje rzemiosło, talent, intelekt, poczucie humoru, siła wychodzenia z najgorszego onieśmielały. Mogłabym napisać, że jesteś moim bohaterem, mistrzem i wzorem. Największą miłością. Częścią mnie. Że nie wierzę, a chciałabym wierzyć, że patrzysz na mnie z góry. Że Twój wizerunek był daleki prawdy, ale niczego nie prostowałeś, nikogo nie udawałeś, podsycałeś ogień dla zabawy. Mogłabym przypomnieć, że napisałeś: „Dajcie spokój i nie miejcie złudzeń: ja wiem o was wszystko, wy o mnie nic. To mnie wybitnie uspokaja”. Mogłabym tłumaczyć, że nie byłeś brutalny, tylko szkoda było Ci czasu na udawanie i konwenanse. Że ostatnio polubiłeś zdrowe, koniecznie czerwone koktajle. Nawet jarmuż był okej. Że jeszcze trzy tygodnie temu z zachwytem topiłeś mascarpone do ulubionego tagliatelle z cukinią. Że nauczyłeś mnie pić potwornie mocną liściastą herbatę. Że do tej pory przed śniadaniem parzyłam dwie kawy, a teraz muszę jedną. Że nadal piszę do Ciebie esemesy. Mogłabym napisać, że żałoba ma wiele etapów, że wyparcie miesza się z rozpaczą, rezygnacją, akceptacją, wyrzutami sumienia. Że noszę Twoje swetry. Że tak bardzo Ci dziękuję. Że mieszkaliśmy w Warszawie pod telewizją śniadaniową, a zachowaliśmy całkowitą prywatność. Że Twoja ulubiona piosenka Dawida Podsiadły to Dżins, a jej refren zaczyna się słowami: „A gdy wypuszczę cię z rąk…”. Że kiedy patrzę na Twoje okulary, które zostawiłeś na biurku… Że jestem wściekła na los. Że jestem wdzięczna losowi. Że nie zostawia się najlepszego kumpla.

Ale powiem tylko – Jurek!, przy świadkach, tak jak 26 maja 2020 powiedziałeś, że zrobisz wszystko, żeby mnie nie zawieść, tak ja obiecuję, że zrobię wszystko, żebyś był ze mnie dumny. Moja miłość wystarczy teraz za nas dwoje.

Miesięcznik Kraków, lipiec–sierpień 2020 Tekst z miesięcznika „Kraków”, lipiec–sierpień 2020.

Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach i najszybciej na ebookpoint.pl