Okiem Beresia

Witold Bereś
Witold Bereś

Listopad

Jak to się stało, że po pięciu ćwiartkach wieku, w roku 1918, wychynęła z nicości wolna Polska? I jakie z tego wnioski wypływają dla nas dzisiaj?

1795–1918. 123 lata przerwy w istnieniu państwa. To oznacza, że jesienią 1918 roku wolność odzyskuje pokolenie, w którym najstarsi członkowie rodzin nigdy nie widzieli niepodległej Polski. Dość powiedzieć, że Piotr Paweł Piłsudski, dziadek Józefa, urodził się w roku upadku Rzeczypospolitej – 1795, a zmarł jeszcze przed urodzeniem się wnuka.

I nagle, w ciągu niespełna roku, te trzy części nie tylko uzyskują niepodległość, ale się scalają i powstaje państwo – lepsze czy gorsze, ale zdolne do obrony granic i odbudowy gospodarki.

Jak do tego doszło? Przecież pomimo udziału Polaków w elitach wszystkich zaborów, pomimo wysiłku militarnego Polska i Polacy byli drugorzędnym podmiotem w wielkim konflikcie 1914–1918. Ba, walki prowadzone przez polskie oddziały tak naprawdę były jedynie potyczkami, a do jesieni 1918 roku skala zaangażowania narodu w walkę o Niepodległą nie była porażająca.

A jednak jesienią 1918 roku, jak śpiewano, „ni z tego, ni owego, była Polska na pierwszego”.

Jeden z wielkich „Tygodnika Powszechnego”, pisarz Antoni Gołubiew mówił: „Zawsze jest inaczej”. Mnie jednak bliżej do pascalowskiego stwierdzenia, że gdyby „nos Kleopatry był krótszy, inne byłyby losy świata”.

Tak, tak, wiemy… Mozolna praca u podstaw w Wielkopolsce. Zachowanie kulturowych imponderabiliów w Krakowie. Śmiałe działania polityczne w Warszawie. No i krew przelana i atrament nieschnący, i Bohaterowie.

Tyle że bohaterowie stuprocentowymi bohaterami nie byli. Nie było też czarno-biało. I sam diabeł nie wiedział, jak to się skończy.

A czy wypływa z tego jakaś lekcja dla nas dzisiaj? Oby nie.

Brodaty Marks gdzieś przypomina Hegla, że historia lubi się powtarzać. I komentuje: „Zapomniał dodać: za pierwszym razem jako tragedia, za drugim jako farsa”. Jeden z wielkich „Tygodnika Powszechnego”, pisarz, miłośnik historii Antoni Gołubiew mówił z kolei: „Zawsze jest inaczej”. Mnie jednak najbliżej do pascalowskiego stwierdzenia, że gdyby „nos Kleopatry był krótszy, inne byłyby losy świata”.

* * *

Profesor Jacek Majchrowski przeprowadził kiedyś kwerendę – jesienią 1918 roku powstało ponad osiemdziesiąt (tak, osiemdziesiąt!) inicjatyw, które ogłaszały wszem i wobec niepodległość regionu, a za nim – całej Polski. Owszem, przebił się Piłsudski, jakoś zaistniał Kraków, swoją legendę ma powstanie wielkopolskie (skuteczne – choć niejedyne, bo zwycięstwem też zakończyło się de facto trzecie powstanie śląskie). Ale poza tym? Kto wie o Rzeczypospolitej Ostrowskiej w Wielkopolsce czy Republice Zakopiańskiej? A ich istnienie warto sobie uzmysłowić, by wiedzieć, jaka skala emocji towarzyszyła budowaniu Niepodległej.

Bo żeby zrozumieć walkę Polaków o niepodległość, trzeba umieścić ją w szerszym kontekście – postawy całego kraju, historii wojskowości, polityki i kultury na terenie trzech zaborów, Europy, a nawet świata.

Historia, która dzieje się na naszych oczach, jest wypadkową tysięcy drobnych historyjek, chaosu, pomyłek, a nade wszystko – przypadku. Często bardzo, bardzo ludzkiego…

Zawsze historia, która dzieje się na naszych oczach, jest wypadkową tysięcy drobnych historyjek, chaosu, pomyłek, a nade wszystko – przypadku. Często bardzo, bardzo ludzkiego…

Ludzka perspektywa jest bowiem inna. Owszem niesiemy swoje doświadczenie, swoją historię, przeczytaną czy napisaną, ale maszerujemy, nie mając najmniejszego pojęcia, co z tego wyniknie, i mając niewielki wpływ na kształt rzeczy przyszłych. To są setki obrazków, mgnień, które pojedynczo biorąc, bywają ciekawe, wzruszające czy nawet mądre, ale cały obraz ułożą z nich inni.

I to dopiero po wielu, wielu latach…

* * *

Refleksja nad tamtymi czasami ma jednak jeszcze jeden kontekst.

Jerzy Giedroyc, twórca „Kultury”, mawiał, że Polską rządzą dwie trumny – Piłsudskiego i Dmowskiego. Nie wierzyłem w to. Ale dziś trzeba przyznać rację Księciu z Maisons-Laffitte: te trumny nadal rządzą. Choć niektórzy nie wiedzą, kto naprawdę w nich leży i do kogo się tak naprawdę odwołują.

Ten czas sprzed stu lat, ciężkie polskie miesiące okresu 1918–1920, jakże przypominają atmosferą, temperaturą sporów, a nie stanem gospodarki, nie mówiąc o dramaturgii wydarzeń – dzisiejsze polskie waśnie.

Dlatego mówiąc o niepodległości, warto pamiętać o wolności. I zadawać sobie, za księdzem Tischnerem, pytanie: „Jak przekonać innych do wolności?”.

I byłaby to tylko intelektualna gimnastyka, gdyby nie to, że gdy wolność w II RP ograniczono, to dwadzieścia lat po konferencji w Wersalu polskie granice znowu stanęły w ogniu.

Zatem: jak zdobyć wolność i jej nie stracić?