Okiem Beresia

Witold Bereś
Witold Bereś

Smutny czas

Z komórki usunąłem kolejne pięć nazwisk. Zło pędzi przez Polskę jak wściekłe psy spuszczone ze smyczy. Kto wie, co gorszego jeszcze się zdarzy, nim ten numer trafi do kiosków?

Państwo się pruje jak stare prześcieradło, obywatele dziczeją, popadając w przerażenie i depresję, odchodzą przyjaciele, bliscy, tysiące nieznajomych… Trudno wykrzesać w sobie nadzieję i wskazywać drogę na przyszłość.

Prosimy was zatem o wybaczenie, Drodzy Czytelnicy. W tym numerze zanurzamy się w literaturę, historię, wspomnienia i nieśmiertelne podróże po mapie z książką właśnie pod pachą.

Wierzymy nadal bowiem mocno, że zasadne jest retoryczne pytanie Miłosza: „Czymże jest poezja, która nie ocala narodów ani ludzi?”.

* * *

W tym numerze zanurzamy się w literaturę, historię, wspomnienia i nieśmiertelne podróże po mapie z książką właśnie pod pachą. Wierzymy nadal bowiem, że zasadne jest retoryczne pytanie Miłosza: „Czymże jest poezja, która nie ocala narodów ani ludzi?”.

Adama Zagajewskiego esej Solidarność i samotność to jedna ze stu ważnych dla mnie książek. Choć ten tekst z połowy lat 80. ubiegłego wieku ukazał się wtedy w samizdacie, by uniknąć cenzury, traktował bardziej o samotności niż o polityce i solidarności – tym bardziej tej z wielkie litery. I to już wtedy urzekało. Uzmysłowił mi, że tak naprawdę nigdy nie odnajdę miejsca poza Polską. A że wydawało się, iż innej Polski niż gnijący PRL nie zaznam, tym samotność odczuwałem coraz mocniej.

(Szczęśliwie dożyłem Polski wolnej ni z tego, ni z owego, tak jak ni z tego, ni owego w 25 lat później dożyłem powrotu PRL w innej formie…).

Lecz prócz tego eseju był tom poetycki Jechać do Lwowa tegoż autora. Też w połowie lat 80. tamtego stulecia sięgnąłem po niego i też od razu był olśnieniem, choć poezja to nie jest mocna strona mojej wrażliwości.

Któregoś razu, gdy czas był piękny, a Polska już wolna, przeczytałem Mamie wiersz, właściwie fragment, bez żadnej szczególnej intencji, może co najwyżej, by na wspólną podróż do Lwowa ją namówić.

Jechać do Lwowa. Z którego dworca jechać
do Lwowa, jeżeli nie we śnie, o świcie,
gdy rosa na walizkach i właśnie rodzą się
ekspresy i torpedy. Nagle wyjechać do
Lwowa, w środku nocy, w dzień, we wrześniu
lub w marcu. Jeżeli Lwów istnieje, pod
pokrowcami granic i nie tylko w moim
nowym paszporcie, jeżeli proporce drzew
jesiony i topole wciąż oddychają głośno
jak Indianie a strumienie bełkocą w swoim
ciemnym esperanto a zaskrońce jak miękki
znak w języku rosyjskim znikają wśród
traw. Spakować się i wyjechać, zupełnie
bez pożegnania, w południe, zniknąć
tak jak mdlały panny. I łopiany, zielona
armia łopianów, a pod nimi, pod parasolami
weneckiej kawiarni, ślimaki rozmawiają
o wieczności…”

Nie dokończyłem ze sławną pointą „Lwów jest wszędzie”. Nie dodałem magicznej dedykacji „Rodzicom”. Musiałem przestać i przytulić Mamę.

Płakała.

Urodziła się 4 grudnia 1938 roku we Lwowie, przyjechała do nowej Polski w roku 1945 jesienią i już nigdy miasta swego dzieciństwa nie ujrzała.

I nie chciała go ujrzeć.

Ale poprosiła, abym ten tomik jej zostawił…

Tak, Adam Zagajewski miał szczególną moc.

W magicznej księgarni Austeria spotykaliśmy się – między innymi z nim – w poniedziałkowe popołudnia. „Zostaliśmy obdarowani Jego obecnością, Jego głosem, Jego uśmiechem, Jego słowami, Jego mądrością, Jego przyjaźnią. Myśleliśmy naiwnie, że przed nami jeszcze daleka droga, tyle planów, tyle wierszy. Trudno nam sobie wyobrazić nasze poniedziałki bez Adama. Trudno uwierzyć, że już Go nie ma wśród nas”.

* * *

W tym numerze, poza odwołaniami do Zagajewskiego, polecam dwa teksty.

Wspomnienia z przedwojennego Krakowa pisane przez poznaniaka Edwarda Juszczyka, który tu studiował (barwnie!) przed wojną. Tekst nadesłał jego syn, wybitny specjalista w leczeniu chorób zakaźnych prof. Jacek Juszczyk – i bardzo mu za to dziękujemy.

No i niezwykłą podróż Magdy Huzarskiej-Szumiec pod ramię z Jarosławem Iwaszkiewiczem – to, co oboje znaleźli na Sycylii w czasach tak trudnych do podróży i radowania się pięknem, daje nam pewność, że gdy to wszystko się, kurna, skończy, nero d’Avola garncami pić będziemy.

Więc dziś słowo, poezja, podróże, także w czasie i w naszej wyobraźni.

Lepsze przyjdzie później.

Miesięcznik Kraków, maj 2021 Tekst z miesięcznika „Kraków”, maj 2021.

Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach i najszybciej na ebookpoint.pl