– To było na Rynku, gdzieś w okolicach „Noworola”, kawiarni Noworolskiego. Nagle, jak piorun z jasnego nieba, pojawiła się myśl – ja tu muszę mieszkać. Nie, że się zakochałam w jakimś wykładowcy czy studencie. Nie. Ja się zakochałam w mieście.
Krystyna Zachwatowicz-Wajdowa w rozmowie z Witoldem Beresiem i Krzysztofem Burnetko (Kraków – moje olśnienie)