Bedeker krakowski

Iga Dzieciuchowicz
Iga Dzieciuchowicz

Pamiętnik pandemiczny: czy artyście wolno więcej?

Nina z zapartym tchem śledziła świadectwa artystów o nadużyciach w polskim teatrze. Bicie, zastraszanie, wyzwiska, prawdziwe opisy rzezi.

Schodzi do sklepu i słyszy rozmowę seniorek w Lewiatanie:

– I robią to sobie nawzajem niby kulturalni ludzie!

– Ta Koroniewska… Czytała pani? Matki pochować nie mogła. Czy ta sztuka to jest tego warta?

– To jest, proszę pani, skandal. A człowiek tak podziwiał tych aktorów. Kto by pomyślał, że oni nie zasną bez tabletki na nerwy?

– Bo to jest, proszę pani, tak, że artystom wolno więcej. Dawno temu jak raz byłam na Poczcie Głównej, to wszedł taki wysoki facet. Jak się nie wydarł na panią w okienku! Uwijała się jak w ukropie. A w kolejce szmer, że to wielki artysta. Tadeusz Kantor!

– Tak, to podobno wariat był. Ale mówią, że geniusz.

– No właśnie! A teraz młodzi nie chcą takich geniuszy. W dupie mają.

– I dobrze. Kto to widział tak się znęcać? Artyści i tacy degeneraci?

Dzień drugi. Nina czeka na tramwaj na pętli płaszowskiej. Dwóch panów na przystanku też dyskutuje o przemocy w polskim teatrze:

– Tym młodym bezstresowo wychowanym to już się w głowach poprzewracało. Głos podniesiesz i już mają traumę na całe życie. A te aktorki? Nagle takie wstydliwe. Jak nie chcą się rozbierać, to mogą iść do zakonu.

– Trzeba się z nimi obchodzić jak z jajkiem. A spróbuj powiedzieć koleżance, że ładnie wygląda…

– To będzie krzyczeć MeToo! MeToo!

– Czego to człowiek dożył…

Wieczorem do Niny dzwoni kolega aktor z długim monologiem:

Zmiana wisi w powietrzu. Nawet redaktor naczelny miesięcznika „Kraków”, choć poirytowany ociąganiem się felietonistek, tytułuje maila ponaglającego słowem niedookreślonym: „Kur…”. A jeszcze parę lat temu na pewno by się nie patyczkował!

– No, ładnie się porobiło. Ale sobie moment wybrali na MeToo w polskim teatrze. Wszystko pójdzie z dymem. Zauważyłaś, że Ministerstwo Kultury milczy? Gliński zaciera ręce i czeka, aż lewackie elity wyrżną się do zera. I co? Wszystko teraz jest przemocą. Ostatnio byłem na próbie. Reżyser cały czas robił sobie jaja: „Ty, pieronie, jak grasz, motyla noga! Położysz, kurde mol, całą premierę!”. To wszystko, Nina, zmierza do absurdu. Nie, żebym był za laniem aktorów po mordzie. Ale nie dajmy się zwariować! Teraz tylko lincz i polowanie na czarownice. Czy jak się pokłócę z koleżanką, że scena nie idzie, to już jest przemoc? Czy już nie można zakląć? Czy pracę twórczą można skodyfikować w jakimś regulaminie? Ty mi powiedz, Nina, bo może powinienem jeździć na uberze. Jak PiS się za to wszystko weźmie, to rektorem w krakowskiej szkole zostanie Jerzy Zelnik, a dziekanem Jarek Jakimiowicz. Wszyscy jeszcze zatęsknią za tymi strasznymi pedagogami. Co się śmiejesz? To nie jest śmieszne. Wspomnisz moje słowa, wszyscy będziemy grać sceny z biografii rotmistrza Pileckiego. Ale ty nam klaskać nie będziesz, bo nawet biletu na to nie kupisz. Władza już obcięła nam dotacje. A wiesz, że stowarzyszenie Muza Dei dostało od Glińskiego rekordowe 437 tys. zł z programu „Teatr”? Co to jest Muza Dei? No właśnie, też nie wiedziałem. Prowadzą Teatr Klasyki Polskiej Quo Vadis, w którym reżyseruje Michał Chorosiński – mąż posłanki-aktorki Dominiki Figurskiej-Chorosińskiej. Tak, tak, tej z PiS-u. Więc widzisz, Nina, tu nic nie jest proste. Podcinamy sobie gałąź, na której siedzimy. W teatrze nie będzie przemocy, świetnie. Ale może w ogóle nie będzie teatru. To znaczy będzie. Obejrzysz sobie Powrót posła albo dramat Nasz mały krasnoludek, Gliński dał na to 125 tys. zł. Nie żartuję! Pytasz mnie, kiedy byłby dobry moment na ujawnienie nadużyć. Nie wiem, Nina, nie wiem! Halo! Jesteś tam jeszcze? Każdy teraz robi sobie rachunek sumienia. Ja też zrobiłem. Przeprosiłem parę osób. I co? No nic, może to jedyny plus tej całej teatralnej draki.

Nina zastanawia się, co na to wszystko powiedzieć i nic sensownego nie przychodzi jej do głowy. Ale jakaś zmiana wisi w powietrzu. Nawet redaktor naczelny miesięcznika „Kraków”, choć poirytowany ociąganiem się felietonistek, tytułuje maila ponaglającego słowem niedookreślonym: „Kur…”. A jeszcze parę lat temu na pewno by się nie patyczkował!

Miesięcznik Kraków, maj 2021 Tekst z miesięcznika „Kraków”, maj 2021.

Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach i najszybciej na ebookpoint.pl