Smakołyki muzyczne Żuka Opalskiego

Krystyna Zachwatowicz-Wajda. Legenda polskiej sceny. Wielki scenograf z nieskończenie długą listą fenomenalnych polskich i zagranicznych scenografii. Osoba obdarzona nadmiarem talentów, skrupulatnie uczestnicząca w życiu publicznym, bezkompromisowa w sądach… Niewielu jednak pamięta, że była gwiazdą „Piwnicy pod Baranami”. Potrafiła wzruszać i bawić do łez. Jej legendarna „Taka głupia to ja już nie jestem” może być wzorem stylu, parodii, dezynwoltury aktorskiej… W maju Krysia kończy 92 lata. Nie do wiary! Najserdeczniejsze Życzenia. Tu przypominam - zachowaną na szczęście - jej brawurową interpretację sprzed lat.

Melissa Aldana „12 Stars”

33-letnia saksofonistka z Santiago de Chile zadebiutowała właśnie  w Blue Note Records płytą „12 Stars”. Wyprodukował ją gitarzysta Lage Lunda, który jest również częścią kwintetu Aldany z Sullivanem Fortnerem na klawiszach, Pablo Menaresem na basie i Kushem Abadey’em na perkusji. Album zawiera siedem oryginalnych kompozycji Melissy, które powstały m.in. z inspiracji mistyką tarota. „Przez jakiś czas byłam bardzo ciekawa tarota - symboli i prawdziwej jego historii. Lockdown stał się dla mnie okazją, aby dowiedzieć się więcej o sobie poprzez tarota. Kiedy studiowałam karty, zaczęłam pisać muzykę i odkryłam, że proces opisany w tarocie jest drogą, którą wszyscy przechodzimy podczas naszej życiowej podróży na ziemi” - mówi artystka.

Jakub Orliński „Anima Aeterna”

„Anima Aeterna” to trzecia płyta wybitnego kontratenora, dzięki której przenosimy się do świata muzyki dawnej, do arii i motetów z XVIII wieku. Płyta podąża za duchem debiutanckiego „Anima Sacra” i ponownie jest efektem współpracy śpiewaka z muzykologiem Yannisem François, który pomaga mu odnaleźć piękne, mało znane utwory. W efekcie tego możemy posłuchać dzieł takich kompozytorów jak: Gennaro Manna, Francisco António de Almeida, Bartolomeo Nucci, ale też Zelenka, Haendl, Fux. W „Laetatus sum” Zelenki dołącza do Orlińskiego świetna sopranistka Fatma Said.

Muzyczne smakołyki Żuka Opalskiego

,
Nie ma Basi Krafftówny. Straszny ból i wielki żal. Była wielką aktorką i wspaniałym, niezwykłym człowiekiem. Każde spotkanie z nią było promykiem słońca. Uśmiechnięta i gotowa do działania. W pracy niezwykle wymagająca i od siebie, i od innych. Miałem to szczęście, że obdarzała mnie przyjaźnią i mogłem z nią pracować. To były chwile niezapomniane (to dbanie o „niuansiki” jak mówiła Basia), umiejętność podawania tekstu, znalezienie w każdym zdaniu odpowiedniej intonacji i nadanie mu zupełnie nieoczekiwanego znaczenia. Niezwykłe. Barbarę Krafftównę kojarzy się przede wszystkim z Kabaretem Starszych Panów, filmami, serialami (z „Czterema pancernymi i psem” na czele)… Jej wielkie role w teatrach dramatycznych zacierają się już - niestety - w pamięci. A przecież była aktorką wspaniałą: pierwsza gombrowiczowska Iwona, księżniczka Turandot u Swinarskiego, Szambelanowa w „Panu Jowialskim” czy niezapomniana dla mnie Alicja (obok znakomitych Łomnickiego i Łapickiego) w „Play Strindberg” Dürrenmatta w reż. Wajdy. Ta rola wniosła ją na wyżyny aktorstwa polskiego. Basia odeszła. Zrobiło się pusto, bardzo pusto. Każde spotkanie z nią, każda rozmowa telefoniczna, przywracały wiarę w życie. Ciepło, którym promieniowała, wciąż jest z nami. Wierzę w to głęboko.

Ewa Lipska, Leszek Wiśniowski „Awaria świata”

„Nadchodzi awaria świata. Ale jeszcze drzemie rozleniwiona w zaroślach. Pomrukują wiolonczele rozstrojonych traw” - pisze Ewa Lipska w tytułowym wierszu, który rozpoczyna płytę z czytanymi przez poetkę tekstami z tomików „Czytnik Linii Papilarnych” i „Pamięć operacyjna”. Wrażliwy odbiorca już od pierwszej strofy może usłyszeć w nich muzykę. Utwory te rozbudziły wyobraźnię Leszka Wiśniowskiego do tego stopnia, że wyczarował do nich dźwięki z pogranicza jazzu i muzyki współczesnej. Na płycie każdy wiersz stanowi oddzielną kompozycję, a większość zawiera improwizowane partie, zagrane przez muzyka na flecie, saksofonie, bądź klarnecie basowym. Cztery utwory wykonane zostały solo, stając się przetworzoną figurą melodyczną utworu tytułowego. W ten sposób tworzą one leitmotiv płyty. Całość kończy instrumentalny Epilog. Muzyka dostępna będzie w sieci od 13 grudnia, a w postaci CD ukaże się na początku 2022 roku. Będzie można ją kupić, wysyłając zamówienie na adres hefi@hefi.pl

John Coltrane „A Love Supreme: Live In Seattle”

Po prawie sześciu dekadach od powstania, światło dzienne ujrzało historyczne nagranie z występu Johna Coltrane'a. Wydany teraz na płycie materiał „A Love Supreme: Live In Seattle” został zarejestrowany pod koniec 1965 roku, podczas ostatniego wieczoru serii koncertów w The Penthouse w Seattle. To był moment, w którym Coltrane poszerzył swój kwartet o drugi saksofon Pharoah Sandersa i drugi bas Donalda Garretta, przechodząc tym samym w ostatnią fazę swojej kariery. Nagranie znajdowało się do tej pory w prywatnej kolekcji saksofonisty Joe’go Brazila. Słuchali go jedynie jego przyjaciele.

Smakołyki muzyczne Żuka Opalskiego

Mira Zimińska-Sygietyńska Zapomniana? Niestety tak. Albo inaczej: pamiętana przede wszystkim jako kapitalna dyrektor zespołu „Mazowsze”, który założyła ze swym mężem, Tadeuszem Sygietyńskim. A przecież była jedną z największych gwiazd filmu i kabaretu przedwojennego, grała w teatrze - bagatela! - z Jaraczem i Adwentowiczem… Po wojnie nagrała tylko jedną płytę. Ale jaką! Słusznie pisał o niej Tomasz Mościcki: „Na początku 1959 roku Mira Zimińska namówiona przez Jerzego Wasowskiego i Juliusza Borzyma, nagrała w sali Filharmonii Warszawskiej dziesięć swych przedwojennych piosenek. Postęp poczyniony wówczas przez sztukę fonografii pozwolił zachować dla następnych pokoleń pieśniarstwo najwyższej próby, niesłychaną dyskrecję, oszczędność środków wyrazu”. Płyta nadal zachwyca. Inteligencją, poczuciem humoru, wrażliwością podawania tekstu. Wciąż puszczam ją moim studentom jako niezrównany przykład tzw. piosenki aktorskiej. Wspaniała.

Benjamin Grosvenor „Liszt”

Płyta zatytułowana „Liszt” to solowe nagranie Grosvenora, skupione wokół twórczości romantycznego wirtuoza fortepianu i kompozytora, Franciszka Liszta. Główny utwór tego albumu, Sonata h-moll Liszta, jest uważana za najznakomitsze dzieło całego romantycznego repertuaru fortepianowego i największe arcydzieło kompozytora. Wydawnictwo zawiera również trzy „Sonety Petrarki” Liszta, a także fantazję na temat „Normy” Belliniego. Album zamyka popularna transkrypcja Liszta miniatury „Ave Maria” Schuberta.

Smakołyki Żuka Opalskiego

Szedłem na to przedstawienie ze strachem. „Inna Osiecka” a cóż to znaczyć może? Kiedy zobaczyłem, zrozumiałem: Artur Barciś wpadł na wspaniały pomysł, żeby połączyć dwa różne temperamenty i dwa różne kompletnie istnienia sceniczne, czyli Stanisławę Celińską i Krystynę Tkacz. Wyszło znakomicie i przejmująco. Byłem na tym spektaklu kilka razy, w Krakowie i Warszawie. Za każdym razem miałem łzy w oczach. Chociażby interpretacja piosenki „Niech żyje bal” w dzisiejszej chwili jest dojmująca - przeraża. Chapeau bas!

Moby „Reprise”

„Natural Blues” pierwotnie pojawiło się na słynnym albumie „PLAY” wydanym przez Mobiego w 1999 roku. Teraz utwór możemy usłyszeć na nowej płycie wykonawcy pt. „Reprise”. Wierna swemu wcześniejszemu wcieleniu, ale niezwykle współczesna, obecna wersja emanuje całkiem nową energią. Przejmujące wokale Gregory'ego Portera i Amythyst Kiah, wspomagane przez Budapest Art Orchestra, dają w efekcie niezwykle poruszającą kombinację.

Yma Sumac „The Peruvian Bird”

Yma Sumac urodziła się w 1922 roku, opuściła nas w roku 2008. Legendy o jej pochodzeniu są tak różnorodne, że trudno się w nich zorientować. Ponoć była inkaską księżniczką. Peruwiańska śpiewaczka i aktorka, okrzyknięta przez cały świat „słowikiem Andów”. Jej głos obejmował cztery i pół oktawy, co było swoistym fenomenem. Była legendą lat 50. Występowała wszędzie - od Nowego Jorku po Paryż, od Australii po Związek Radziecki (w Krakowie słyszałem ją w  Hali Wisły (sic!) w 1961 r.) Jak pisał nieoceniony Lucjan Kydryński: „Fenomenalnie  rozległej skali głosu Yma zawdzięcza zawrotną karierę. W wokalistyce stanowi ona zjawisko jedyne w swoim rodzaju, niewytłumaczalne. […] Jej głos przywodzi na myśl - zdaniem peruwiańskich entuzjastów - jednocześnie „śpiew ptaków i trzęsienie ziemi”. Wśród jej fanów byli Walt Disney, Marlena Dietrich i… Nikita Chruszczow. Dziś prawie zupełnie zapomniana. Szkoda. Była rajskim ptakiem, nie tylko z powodu głosu, wyjątkowej biografii i olśniewających kostiumów. Była Kimś.

Witold Bereś zaprasza do lektury „Krakowa”

Czy świat ma sens? Czy Polska ma sens? Czy Kraków ma sens? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdziecie w najnowszym, czerwcowym miesięczniku „Kraków”. Redaktor naczelny naszego pisma, Witold Bereś zaprasza do lektury interesujących tekstów, wobec których nie pozostaniecie obojętni.

Yiruma “The Rewritten Memories”

To pierwszy orkiestrowy album studyjny Yirumy, artysty pochodzącego z Korei. Co ciekawe, sam kompozytor gra na fortepianie. Nagrywał go w czasie pandemii z Koreańską Orkiestrą Symfoniczną. Na płycie znalazła się muzyka z różnych okresów twórcy, od debiutanckiej płyty “First Love” z 2001 roku, po jego najnowszą kompozycję “Room With A View” - utwór poświęcony radości przebywania w domu.

Muzyczne smakołyki Żuka Opalskiego

Milvy już nie ma. Świat płacze. Tokio, Berlin, Paryż… A Polska? Przyjechała do nas pierwszy raz na V Festiwal Unii Teatrów w Europie w 1996 roku w Krakowie. „Milva śpiewa nowego Brechta”, w reżyserii Strehlera, w Starym Teatrze, to nie był sukces. To był triumf ! Pokochała nas i Kraków. Wróciła. A potem był Kraków wielokrotnie, Wrocław, Warszawa, Chorzów, Łańcut … Niezapomniane koncerty i spotkania. Ostatni raz w 2008 roku. W krakowskiej PWST śpiewała wtedy Brechta, zgodziła się też prowadzić Master Class dla studentów. Nigdy nie zapomnę, jak w pociągu, którym jechaliśmy na Festiwal do Łańcuta nuciła mój ukochany kwintet Schuberta. W krakowskiej szkole teatralnej śpiewała tę cudowną „Pieśń o Wełtawie”. Teraz wielki smutek i wielki żal. Pustka.

Muzyczne smakołyki Żuka Opalskiego

Zapomniana? No, nie wiem. Od kilku lat obserwuję wzrost popularności Zarah Leander. Urodziła się (chyba?) w 1907 roku w Szwecji. Potem był Wiedeń i świat. Niestety, stała się gwiazdą UFA, koncernu, który rządził hitlerowskim przemysłem filmowym (kreowano ją na następczynię Grety Garbo i Marleny Dietrich, kiedy wyjechały do Hollywood). Miała publiczność u stóp aż do 1943 roku. Gdy zaczęły się alianckie naloty na Berlin, dzięki najwyższym protekcjom, wróciła do rodzinnej Szwecji. W ojczyźnie przyjęto ją lodowato, jako hitlerowskiego szpiega. Niemieckie gazety z kolei pisały, że z powodu żydowskiego pochodzenia wysiedlono ją z Niemiec. Została bez ojczyzny, bez przyjaciół , bez pracy. Dopiero w 1959 roku  dwa nowe filmy i spektakle w Wiedniu przypomniały „boską Zarah”. Jej głos stał się jeszcze niższy. Krytycy francuscy uważali , że „pod koniec życia śpiewała jak Szalapin”. Dziś wraca z zapomnienia. Dziwne życie i fascynująca artystka.