Moby „Reprise”

„Natural Blues” pierwotnie pojawiło się na słynnym albumie „PLAY” wydanym przez Mobiego w 1999 roku. Teraz utwór możemy usłyszeć na nowej płycie wykonawcy pt. „Reprise”. Wierna swemu wcześniejszemu wcieleniu, ale niezwykle współczesna, obecna wersja emanuje całkiem nową energią. Przejmujące wokale Gregory'ego Portera i Amythyst Kiah, wspomagane przez Budapest Art Orchestra, dają w efekcie niezwykle poruszającą kombinację.

Yma Sumac „The Peruvian Bird”

Yma Sumac urodziła się w 1922 roku, opuściła nas w roku 2008. Legendy o jej pochodzeniu są tak różnorodne, że trudno się w nich zorientować. Ponoć była inkaską księżniczką. Peruwiańska śpiewaczka i aktorka, okrzyknięta przez cały świat „słowikiem Andów”. Jej głos obejmował cztery i pół oktawy, co było swoistym fenomenem. Była legendą lat 50. Występowała wszędzie - od Nowego Jorku po Paryż, od Australii po Związek Radziecki (w Krakowie słyszałem ją w  Hali Wisły (sic!) w 1961 r.) Jak pisał nieoceniony Lucjan Kydryński: „Fenomenalnie  rozległej skali głosu Yma zawdzięcza zawrotną karierę. W wokalistyce stanowi ona zjawisko jedyne w swoim rodzaju, niewytłumaczalne. […] Jej głos przywodzi na myśl - zdaniem peruwiańskich entuzjastów - jednocześnie „śpiew ptaków i trzęsienie ziemi”. Wśród jej fanów byli Walt Disney, Marlena Dietrich i… Nikita Chruszczow. Dziś prawie zupełnie zapomniana. Szkoda. Była rajskim ptakiem, nie tylko z powodu głosu, wyjątkowej biografii i olśniewających kostiumów. Była Kimś.

Witold Bereś zaprasza do lektury „Krakowa”

Czy świat ma sens? Czy Polska ma sens? Czy Kraków ma sens? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdziecie w najnowszym, czerwcowym miesięczniku „Kraków”. Redaktor naczelny naszego pisma, Witold Bereś zaprasza do lektury interesujących tekstów, wobec których nie pozostaniecie obojętni.

Yiruma “The Rewritten Memories”

To pierwszy orkiestrowy album studyjny Yirumy, artysty pochodzącego z Korei. Co ciekawe, sam kompozytor gra na fortepianie. Nagrywał go w czasie pandemii z Koreańską Orkiestrą Symfoniczną. Na płycie znalazła się muzyka z różnych okresów twórcy, od debiutanckiej płyty “First Love” z 2001 roku, po jego najnowszą kompozycję “Room With A View” - utwór poświęcony radości przebywania w domu.

Muzyczne smakołyki Żuka Opalskiego

Milvy już nie ma. Świat płacze. Tokio, Berlin, Paryż… A Polska? Przyjechała do nas pierwszy raz na V Festiwal Unii Teatrów w Europie w 1996 roku w Krakowie. „Milva śpiewa nowego Brechta”, w reżyserii Strehlera, w Starym Teatrze, to nie był sukces. To był triumf ! Pokochała nas i Kraków. Wróciła. A potem był Kraków wielokrotnie, Wrocław, Warszawa, Chorzów, Łańcut … Niezapomniane koncerty i spotkania. Ostatni raz w 2008 roku. W krakowskiej PWST śpiewała wtedy Brechta, zgodziła się też prowadzić Master Class dla studentów. Nigdy nie zapomnę, jak w pociągu, którym jechaliśmy na Festiwal do Łańcuta nuciła mój ukochany kwintet Schuberta. W krakowskiej szkole teatralnej śpiewała tę cudowną „Pieśń o Wełtawie”. Teraz wielki smutek i wielki żal. Pustka.

Muzyczne smakołyki Żuka Opalskiego

Zapomniana? No, nie wiem. Od kilku lat obserwuję wzrost popularności Zarah Leander. Urodziła się (chyba?) w 1907 roku w Szwecji. Potem był Wiedeń i świat. Niestety, stała się gwiazdą UFA, koncernu, który rządził hitlerowskim przemysłem filmowym (kreowano ją na następczynię Grety Garbo i Marleny Dietrich, kiedy wyjechały do Hollywood). Miała publiczność u stóp aż do 1943 roku. Gdy zaczęły się alianckie naloty na Berlin, dzięki najwyższym protekcjom, wróciła do rodzinnej Szwecji. W ojczyźnie przyjęto ją lodowato, jako hitlerowskiego szpiega. Niemieckie gazety z kolei pisały, że z powodu żydowskiego pochodzenia wysiedlono ją z Niemiec. Została bez ojczyzny, bez przyjaciół , bez pracy. Dopiero w 1959 roku  dwa nowe filmy i spektakle w Wiedniu przypomniały „boską Zarah”. Jej głos stał się jeszcze niższy. Krytycy francuscy uważali , że „pod koniec życia śpiewała jak Szalapin”. Dziś wraca z zapomnienia. Dziwne życie i fascynująca artystka.

Hera Hyesang Park „I Am Hera”

Hera Hyesang Park jest fantastyczną, niezwykle ekspresyjną południowokoreańską sopranistką. Na wydanej przez Deutsche Grammophon płycie pt. „I Am Hera” prezentuje arie Belliniego, Glucka, Haendla, Mozarta, Pergolesiego, Pucciniego i Rossiniego. Każde z tych dzieł odnosi się do kluczowych momentów w życiu i karierze młodej śpiewaczki. Krążek został nagrany wspólnie z orkiestrą Wiener Symphoniker, pod dyrekcją Bertranda de Billy’ego.

Adela

Jeżeli macie ochotę na odrobinę wyrafinowanej muzyki, sięgnijcie po płytę „Adela”. Znajdziecie na niej wysmakowane połączenie fortepianu z gitarą, na których grają Aleksander Dębicz i Łukasz Kuropaczewski. W trzech utworach towarzyszy im kontratenor Jakub Józef Orliński. Tytuł krążka pochodzi od pieśni Rodriga, która stanowi emocjonalną kulminację programu duetu. Nad całym zresztą albumem unosi się południowy duch. Na przykład Sonata-Toccata d-moll K. 141 Domenico Scarlattiego została opracowana w ten sposób, żeby wyeksponować jej hiszpańskie korzenie. W innych utworach znajdziemy ślady flamenco czy ducha Almodovara. Dobrze się tego słucha.

Neujahrs Konzert 2021

W tym roku Koncert Noworoczny z Wiednia był inny niż zwykle. Przede wszystkim dlatego, że Filharmonicy Wiedeńscy z powodu pandemii zagrali do pustej widowni. I choć brzmieli jak zwykle fantastycznie pod batutą włoskiego dyrygenta Riccardo Mutiego, to brakowało atmosfery, do której przez lata przyzwyczaili się słuchacze. Jednak tradycyjne wiedeńskie walce czy polki w tak znakomitym wykonaniu i tak sprawiają przyjemność, o czym możemy przekonać sięgając po wydaną właśnie płytę „Neujahrs Konzert 2021”.

Muzyczne Smakołyki Żuka Opalskiego

Lhasa De Sela urodziła się 27 września 1972 roku w Big Indian w stanie Nowy Jork, zmarła na raka 1 stycznia 2010 roku w Montrealu. Pierwsze lata życia spędziła podróżując po Ameryce wraz z meksykańskim ojcem-pisarzem i amerykańską matką-fotografką oraz trzema siostrami. Gdy miała 13 lat, zaczęła śpiewać w knajpach w San Francisco (m.in. piosenki Billie Holiday). Wśród mistrzów wymieniała: Toma Waitsa, Cuco Sancheza, Marię Callas i Jacques’a Brela. Co za zestaw! Tyle notka biograficzna. Wydała zaledwie trzy płyty. A przecież kryje się za nimi jedna z najbardziej utalentowanych piosenkarek naszych czasów. Nadzwyczaj skromna, delikatna i - tajemnicza. Zaprasza nas w swój świat, od którego nie można się oderwać. Kiedy słuchamy jej płyt, wciąż budzi w nas wielki żal, że istniała tak krótko i nie mogliśmy wędrować razem z nią dłużej. Jaka szkoda!

Andrea Bocelli „Believe”

Nowy album Andrei Bocellego jest kontynuacją jego recitalu z katedry Duomo w Mediolanie, który miał miejsce w Niedzielę Wielkanocną tego roku. W pustym kościele artysta wystąpił dla milionów słuchaczy, pozamykanych wówczas w domach z powodu pandemii. Na płycie znalazły się podnoszące na duchu utwory, które towarzyszyły Bocellemu przez lata. Są wśród nich duety z Alison Krauss oraz ze śpiewaczką operową Cecilią Bartoli. Ablum przynosi też dotychczas niepublikowany utwór nieżyjącego już włoskiego kompozytora Ennio Morricone.

Muzyczne smakołyki Żuka Opalskiego

Legenda. Ikona. Wspaniała aktorka i piosenkarka. W Polsce znana głównie z burzliwego związku z Mickiem Jaggerem, uzależnienia od narkotyków, tułania się wśród bezdomnych i zapaści psychicznych. Wszystko to prawda. Jednak córka Evy von Sacher-Masoch (tak, tak, z „tych” Masochów, spokrewnionych z Habsburgami) i filologa, ale i brytyjskiego szpiega, prof. Roberta Glynna Faithfulla jest jedną z najoryginalniejszych artystek naszych czasów. W teatrze była Iriną w „Trzech siostrach”, Julią w „Romeo i Julii”, Ofelią w „Hamlecie”. W kinie grała z Delonem, Orsonem Wellesem, Hopkinsem. Współpracowali z nią najwybitniejsi: Lou Reed, Badalamenti, Nick Cave, Leonard Cohen. Wielka artystka! Już legenda. A przecież mimo swoich 70 lat wciąż zaskakuje.

Smakołyki muzyczne Żuka Opalskiego

23 września odeszła na zawsze Juliette Gréco. Wielki żal, iż w namiarze złych wiadomości, które nas zalewają, ta przemknęła właściwie bezgłośnie. A przecież opuściła nas nie tylko piosenkarka i aktorka niezwykła – zniknął jeden z mitów kultury europejskiej drugiej połowy XX wieku. Była muzą egzystencjalizmu, do jej przyjaciół należeli Jean Cocteau i Jean Paul Sartre, Albert Camus i Boris Vian… Jej koncerty i kolejne płyty były wydarzeniami. Niepowtarzalny teatr gestów, osobowość i charyzma sceniczna sprawiały, że występy Juliette Gréco stawały się magicznym przeżyciem, osobliwym rytuałem, w którym mogliśmy uczestniczyć. Sartre mówił, że „ma w głosie miliony wierszy, które nie zostały jeszcze napisane.” Wierszy tych już nikt nie napisze. Wielki żal.

Aurora Orchestra „Music of the Spheres”

Album oparty jest na starożytnej greckiej koncepcji ruchu planet. Serce płyty stanowi niezapomniane wykonanie 41. i zarazem ostatniej symfonii Mozarta, zwanej „Jowiszową”. Obok niej znalazła się kompozycja Journey (CP1919) autorstwa Maxa Richtera, która jest inspirowana odkryciem gwiazdy neutronowej. Usłyszymy tu również Koncert skrzypcowy „Concentric Paths” Thomasa Adèsa z solistą Pekką Kuusisto oraz pierwsze nagranie studyjne pieśni Johna Dowlanda „Time Stands Still“. Program dopełnia piosenka Davida Bowiego „Life on Mars”.

Lang Lang „Wariacje Goldbergowskie”

Ceniony na całym świecie wirtuoz fortepianu Lang Lang zrealizował marzenie swojego życia, nagrywając „Wariacje Goldbergowskie”, monumentalne dzieło Johanna Sebastiana Bacha, często nazywane „muzycznym Everestem”. Wydany właśnie przez wytwórnię Deutsche Grammophon album zawiera dwa uzupełniające się ze sobą nagrania w wykonaniu pianisty: pierwsze z nich to rejestracja recitalu na żywo, wykonanego 5 marca tego roku, w Kościele św. Tomasza w Lipsku, gdzie Bach pracował przez prawie 30 lat i gdzie jest pochowany; drugie zostało zrealizowane 15 marca, w Jesus-Christus-Kirche w Berlinie.