KONKURS „PORTRETY”

Natalia Ambroziak (wybór i redakcja)Odsłony Cata. Stanisław Mackiewicz w listach

Ośrodek Karta, Warszawa 2020

Dziś portret (autoportret) tylko jeden, ale jakże smakowity i jakże sarmacko-nieszczęsny: Stanisława Cata-Mackiewicza. Aż szkoda, że częściowy tylko – bo na jego wielką biografię nadal czekamy.

To portret jednego z najwybitniejszych publicystów i pisarzy politycznych, a przy okazji znakomitego biografisty (pisane ze swadą prace o Dostojewskim i Stanisławie Auguście).

„Chętnie bym odegrał‍ w Polsce tę samą rolę, którą »Czas « [WB: konserwatywne pismo krakowskie] odegrał po powstaniach. Przestrzegłbym Polaków przed dalszymi lasami, spiskami, konspiracjami, a zwłaszcza angażowaniem się w kombinacje amerykańskie. Rolę tę mogę spełnić dopiero wtedy, jeśli w kołach, dla których mój głos ma pewne znaczenie, zachowam swój prestiż moralny, który – ośmielę się powiedzieć – jest tu na emigracji dość duży. Gdybym zaczął pisać, że jeśli Amerykanie będą w Moskwie, to my w Warszawie powinniśmy urządzać powstanie odsieczowe – to by nikt nie uwierzył i w najlepszym razie uważano by mnie za błazna” – pisze bohater książki w czerwcu 1947 roku do innego konserwatysty Aleksandra Bocheńskiego.

Powiedzieć, że to skrajnie nieodpowiedzialna konsekwencja w tak zwanym pragmatyzmie politycznym – to nic nie powiedzieć. Taka postawa właściwie zahaczała wtedy o kolaborację, a może i zdradę stanu. Powie ktoś: wszak miliony Polaków, mniej lub bardziej chętnie chciały nie tylko żyć w Polsce po roku 1945, nie tylko ją budowały, ale i włączyły się w uprawianie tam polityki, i to z dobrym skutkiem. I jestem za! Sęk jednak w tym, kim był Cat i jakie szkodliwe konsekwencje polityczne przyniosła jego postawa (o czym za chwilę).

Monarchista, apologeta Kresów, zwolennik przewrotu majowego i Piłsudskiego, a przeciwnik faszyzujących sanacji i endecji, który w czerwcu 1940, pod wrażeniem klęski i kapitulacji Francji, zwrócił się do prezydenta Raczkiewicza z sugestią podjęcia rozmów z Niemcami. Jego sytuacja na emigracji była kiepska – Mikołajczyk miał do rozmów z Moskwą wygodniejszych polityków niż antykomunistyczni konserwatyści (Cat był bratem Józefa Mackiewicza, od którego po prawej stronie była tylko ściana), a emigracyjni konserwatyści nie znosili go za niezależność i krytykę „Londyniszcza” (tytuł jednej z jego książek, skrajnie antyemigranckiej, a zatem chętnie wydanej w… PRL).

Cat od początku chciał wrócić nad Wisłę. „Chętnie przyjadę do Polski, albo dla działalności quasi-politycznej w zakresie, który Ci wyłuszczam, albo dla spędzenia reszty życia w kraju. (…) Żadnego pokajania ogłaszać nigdy nie będę”. Ale czy chodzi tylko o tak konsekwentne poszukiwanie realpolitik, że wiodące aż na peryferie politycznej głupoty? Raczej, co z listów również wynika, decydował charakter i proza życia. Ego rozhuśtane, pożądanie świata polityki – bezkresne, głód pieniędzy – niezaspokojony i żądza kobiet – niezmierzona.

Jeśli dodać do tego, że pisarz przymierał głodem, to nic dziwnego, że szybko znalazł się w orbicie polskiego wywiadu – chciano zrobić z niego najważniejszego agenta w „polskim Londynie”. Cat, flirtując z emisariuszami bezpieki, odpowiedział zdecydowanie: „Nie mogę się zgodzić pod żadnym pozorem na jakąkolwiek niejawną współpracę. (…) Nie jestem materiałem na konfidenta”. Ale kiedy nadchodzi postalinowska odwilż, sam zwrócił się do Warszawy z propozycją współpracy: nie jako agent, lecz jako sympatyk. To wtedy, biorąc pieniądze z ambasady (niby jako zaliczki na książki, a de facto z UB), pisze artykuły, w których atakuje przywiązanie do idei państwa na uchodźstwie i oskarża polityków emigracyjnych o szpiegostwo na rzecz USA i Wielkiej Brytanii. To wszystko przydaje się propagandzie PRL w walce z Zachodem, a już szczególnie przydało się jej to, że Cat został premierem rządu emigracyjnego, po czym… zdecydował się uciec nad Wisłę.

Książka zafrapowała mnie nie z sympatii dla politycznych wyborów bohatera, ale z sympatii dla czysto ludzkich turbulencji losu polskiego i barwnej osobowości tego awanturnika politycznego i literackiego. Upierdliwy kłótnik, narcyz i choleryk – słowem postać smakowita.

Tu osobne podziękowania dla mego przyjaciela, marszałka Senatu Michała Kamińskiego, za podrzucenie mi tego tytułu.

Witold Bereś

Miesięcznik Kraków, czerwiec 2021 Tekst z miesięcznika „Kraków”, czerwiec 2021.

Miesięcznik do nabycia w prenumeracie i dobrych księgarniach.